Jestem blada jak sciana, oczy zapuchniete i podkrazone jak u Sanjaya Dutta, rozmazany makijaz wczorajszy, usta tez spuchniete i popekane, aaa i nos zatkany. Zaraz pojde sie wymocze w kapieli z olejkiem lawendowym. Stopien zaawansowania balaganu i ogolnego syfu w mieszkaniu jest zastraszajaco wysoki. A ja nawet nie wiem od ktorej strony, w jaki sposob sie do tego zabrac bo normalnie sie wzdrygam na sama mysl o sprzataniu. Wszystko w nieporzadku totalnym – lekarstwa, ksiazki, lyty, notatki, kosmetyki, ciuchy, kuchnia, papiery, jednym slowem ogarnac tego nie idzie. Czytam „Pachnidlo” jak na ironie obsikane przez Ambiego. Ksiazka zbyt ciekawa i proszaca sie o dokonczenie, ze nie idzie jej wyrzucic z powodu rozkosznej plamy kociego moczu. Zgroza mnie bierze z balaganem z tym wszystkim, nie ogarniam

aha oto kolejne powody dla ktorych trzeba kochac indyjskie kino rozrywkowe, zwlaszcza te sprzed dwudziestu lat:
Untitled-3-1.jpgUntitled-5.jpgUntitled-37.jpgUntitled-26.jpgUntitled-13-1.jpgUntitled-12.jpg